Czym jest FreeVin (freevin.info) i skąd ma dane o Twoim aucie
FreeVin to archiwum kart aukcyjnych z dwóch amerykańskich domów aukcyjnych pojazdów uszkodzonych — Copart i IAAI. Operator opisuje to wprost w nagłówku: zachowuje historię danych z aukcji w USA. Licznik nad katalogiem podaje „2 mln+” rekordów.
Serwis nie sprzedaje samochodów, nie pośredniczy w imporcie i nie jest domem aukcyjnym. Nie ma dostępu do Twoich dokumentów, do umowy kupna ani do niczego, co zrobiłeś z autem po sprowadzeniu. Przechowuje kopię tego, co w dniu licytacji było wystawione publicznie — i utrzymuje ją online długo po zamknięciu aukcji, gdy samochód stoi już naprawiony w Polsce.
Interfejs istnieje wyłącznie po rosyjsku. Nie ma przełącznika języków, nie ma wersji angielskiej ani polskiej, nie ma znaczników hreflang. Dla polskiego kupującego to bariera pozorna — układ karty jest tabelaryczny, marka, rocznik, przebieg i lista uszkodzeń czytają się bez znajomości języka, a zdjęcia nie wymagają tłumaczenia w ogóle.
Dostęp jest bezpłatny i nie wymaga konta. Operator eksponuje to jako przewagę: darmowa baza numerów VIN, praca całodobowa, nieograniczona liczba sprawdzeń. Nie ma progu płatnego, pól zamazanych „do wykupienia” ani limitu zapytań. Poza katalogiem serwis prowadzi dział z artykułami motoryzacyjnymi — kilkadziesiąt tekstów utrzymujących ruch z wyszukiwarek. Technicznie to aplikacja PHP za Cloudflare; dane rejestrującego domenę są zasłonięte, a jedyny publiczny adres kontaktowy to skrzynka w darmowej litewskiej usłudze pocztowej.
Co dokładnie widać w FreeVin po wpisaniu numeru VIN
Karta pojazdu jest zwięzła. U góry sam numer VIN jako nagłówek, obok marka i model, niżej blok danych z ikonami, potem galeria, a na końcu wygenerowany akapit prozą.
Jakie dane FreeVin publikuje
Blok danych zawiera: numer VIN, rocznik, przebieg w milach, pojemność i rodzaj silnika, skrzynię biegów, rodzaj napędu, datę aukcji, typ sprzedaży oraz listę uszkodzeń — na sprawdzonej karcie „Front end, Rear end”. Pod spodem stoi automatycznie złożony opis w języku angielskim, który jeszcze raz powtarza rocznik, markę, model, numer VIN, listę uszkodzeń i datę sprzedaży, i odsyła do obejrzenia fotografii na tej samej stronie.
Galeria to pełny zestaw zdjęć z placu aukcyjnego. Pliki nie leżą jednak na serwerze FreeVin — są wczytywane bezpośrednio z serwera obrazów domu aukcyjnego, a serwis jedynie je osadza. Atrybut alt zawiera nazwę modelu, bez numeru VIN.
Czego na karcie nie ma
Nie ma ceny końcowej ani żadnej kwoty licytacji. Nie ma nazwy sprzedającego ani ubezpieczyciela. Nie ma lokalizacji magazynu, rodzaju dokumentu, szacowanej wartości detalicznej ani kosztu naprawy. Nie ma też flagi wiarygodności przy przebiegu: liczba mil stoi sama, bez adnotacji „actual” czy „not actual”, którą stosują oryginalne systemy aukcyjne. Kupujący czyta więc surową liczbę bez zastrzeżenia, które w źródle mogło istnieć.
Absencje mają znaczenie praktyczne. FreeVin jest problemem zdjęciowo-szkodowym, nie cenowym — i to determinuje, czy w Twojej sprawie w ogóle warto go usuwać. Bezpłatny audyt VIN odpowiada na to pytanie zanim cokolwiek zapłacisz.
Dlaczego rosyjskojęzyczne archiwum dotyczy polskiego rynku
Bo kupujący nie szuka po polsku. Szuka po numerze VIN. Siedemnastoznakowy ciąg jest identyczny w każdym języku, a wyszukiwarki wewnętrzne takich serwisów przyjmują go bez żadnej lokalizacji. Wystarczy, że ktoś sprawdzający Twoje auto trafi na katalog FreeVin z dowolnego forum importerskiego albo z listy „gdzie sprawdzić auto z USA” — a takie listy krążą w polskich grupach zakupowych.
Sam mechanizm szkody jest znany. Fotografie aukcyjne robi się szybko, przy złym świetle, pod kątem eksponującym zniszczenia — nie po to, żeby cokolwiek sprzedać, tylko żeby udokumentować szkodę dla ubezpieczyciela. Nawet solidna i kosztowna naprawa wygląda przy nich blado, bo nie ma z czym porównać: galerii „po” nikt nie publikuje. Kupujący przestaje rozmawiać o samochodzie, który przed sobą widzi, i zaczyna rozmawiać o tym ze zdjęć. Nie pyta, ile kosztowała naprawa — pyta, ile masz zejść z ceny.
Deklaracja operatora „nic nie zmieniamy i nic nie usuwamy”
Mówimy o tym otwarcie, bo zobaczysz to na ich stronie głównej. FreeVin eksponuje jako zaletę hasła: „tylko prawdziwe informacje”, „żadnych zmian i usunięć, as is” oraz „NIE zmieniamy żadnych informacji — ani za pieniądze, ani na prośbę, ani z żadnego powodu”. To najostrzejsza deklaracja tego typu w całym naszym katalogu i nie zamierzamy jej przed Tobą ukrywać.
Trzy rzeczy warto o niej wiedzieć. Po pierwsze, jest to obietnica marketingowa kierowana do kupujących, mająca budować zaufanie do bazy — a nie opublikowana procedura rozpatrywania wniosków. Po drugie, deklaracja właściciela strony nie wyłącza obowiązków, jakie na administratorze danych ciążą z mocy przepisów: wniosek o usunięcie danych osobowych składa się niezależnie od tego, co operator napisał na stronie głównej. Po trzecie — i najuczciwiej — deklaracja jednak realnie obniża prawdopodobieństwo szybkiej, dobrowolnej reakcji. Dlatego przy tym konkretnym serwisie gwarancja zwrotu nie jest formalnością z regulaminu, tylko najważniejszym elementem oferty.
Utrudnienie: brak polityki prywatności i wskazanego administratora
Serwis nie publikuje polityki prywatności, regulaminu, strony „o nas” ani strony kontaktowej — sprawdzone adresy zwracają błąd 404. Nie ma nazwy spółki, adresu ani numeru rejestrowego, nie ma też wskazanego kraju prowadzenia działalności. Jedyne kanały kontaktu to adres e-mail ukryty za mechanizmem antyspamowym Cloudflare, konto Telegram i numer WhatsApp podane w stopce.
Prowadzimy więc sprawę tak, jak prowadzi się ją wobec anonimowego operatora: udokumentowanym wnioskiem na wszystkie istniejące kanały równolegle, z eskalacją do dostawcy hostingu i operatora DNS, jeżeli korespondencja pozostanie bez odpowiedzi. Wynik jest przez to mniej przewidywalny niż przy serwisie z opublikowaną procedurą — i dokładnie po to jest gwarancja zwrotu.
Jak usuwamy dane z FreeVin — krok po kroku
Zaczynamy od bezpłatnego audytu VIN: ustalamy, ile adresów w tym serwisie dotyczy Twojego pojazdu i czy w ogóle jakiekolwiek. Karta lota to nie wszystko — ten sam VIN pojawia się w blokach „Советуем” na kartach innych pojazdów oraz na stronach katalogu, przez które serwis rozdziela ruch. Dopiero mając komplet adresów, przygotowujemy wniosek: identyfikacja pojazdu, wykazanie Twojego tytułu do niego, wskazanie wszystkich adresów do usunięcia. Wniosek składamy w języku operatora i prowadzimy korespondencję do końca — również wtedy, gdy pierwsza odpowiedź jest odmowna albo gdy jej w ogóle nie ma.
Podstawa prawna wniosku
Opieramy się na art. 17 RODO oraz na obowiązkach ciążących na podmiocie, który przetwarza dane bez wskazania administratora i bez opublikowanej polityki prywatności. Ścieżka DMCA ma tu ograniczone zastosowanie, bo pliki zdjęć nie są hostowane przez FreeVin — przedmiotem wniosku jest strona, która je publikuje i indeksuje. Punkt wyjścia jest neutralny: FreeVin publikuje dane pojazdu bez zgody właściciela, a więc właścicielowi przysługuje wniosek o ich usunięcie. Nie modyfikujemy żadnych rekordów, nie podszywamy się pod nikogo i nie jesteśmy partnerem tego serwisu — składamy wniosek do operatora w oparciu o dostępny kanał kontaktu.
Potwierdzenie usunięcia
Dostajesz raport końcowy: listę adresów wraz z potwierdzeniem, że każdy zwraca już status „nie znaleziono”, oraz potwierdzenia ewentualnych zgłoszeń deindeksacyjnych. Usunięty wpis nie wraca. Jeżeli ten sam VIN zostanie ponownie wystawiony na aukcji, powstanie nowy, odrębny wpis — to nowe zdarzenie, nieobjęte pierwotnym zleceniem.
FreeVin w Google — dlaczego deindeksacja jest tu drugorzędna
Techniczne przygotowanie kart pod wyszukiwarkę jest kompletne. Numer VIN znajduje się w adresie (/catalog/1hgcr2f5xha15809), w tytule strony („FreeVin: HONDA ACCORD SPO - - 1HGCR2F5XHA15809”) i w opisie meta, który powtarza rocznik, pojemność silnika, przebieg i znów numer VIN. Plik robots.txt blokuje wyłącznie panel administracyjny, a znacznik kanoniczny wskazuje na właściwy adres karty.
Mimo to na dzień audytu nie znaleźliśmy adresów kart pojazdów w wynikach wyszukiwania — indeksuje się strona główna, nie archiwum. Powód jest widoczny w mapie witryny: rozwija się ona na tysiące plików, ale zawiera wyłącznie adresy stronicowania katalogu, a nie adresy poszczególnych pojazdów. Wniosek praktyczny: zagrożeniem jest tu żywa strona, na którą kupujący trafia przez wyszukiwarkę wewnętrzną serwisu albo z linku, a nie pozycja w Google. Priorytetem jest więc usunięcie ze źródła; zgłoszenia deindeksacyjne składamy jako zabezpieczenie na wypadek, gdyby operator uzupełnił mapę witryny — bo wtedy setki tysięcy kart zaczną trafiać do indeksu bez żadnej dodatkowej pracy z jego strony.
Ile kosztuje i ile trwa usunięcie z FreeVin
Rozliczamy się za pojedynczy serwis. Nie ma abonamentu ani obowiązkowych pakietów. Audyt VIN jest bezpłatny — płacisz dopiero wtedy, gdy zdecydujesz się na usunięcie.
| Pozycja | Wartość |
|---|---|
| Cena usunięcia z FreeVin | od 45 USD |
| Usunięcie ze źródła (karta pojazdu + bloki powiązane) | 2–4 dni robocze |
| Wniosek o deindeksację w Google | niezwłocznie po usunięciu ze źródła |
| Realizacja przez Google | 3–7 dni |
| Łączny czas standardowego zlecenia | 7–8 dni roboczych |
| Samodzielna alternatywa u operatora | brak — serwis deklaruje, że nie usuwa danych |
| Audyt VIN | 0 PLN |
| Gwarancja | 100% zwrotu kwoty za serwis, z którego nie udało się usunąć — w 7 dni roboczych |
Nie obiecujemy, że usunięcie uda się w każdym przypadku, a przy tym serwisie mówimy to głośniej niż gdzie indziej — publiczna deklaracja operatora jest wyraźna. Obiecujemy co innego i mamy to na piśmie: jeżeli z FreeVin usunąć się nie uda, zwracamy 100% kwoty zapłaconej za ten serwis w terminie 7 dni roboczych. Reguluje to § 9 — Regulamin.
Czego nie usuwamy z FreeVin (i dlaczego)
Nie usuwamy i nie modyfikujemy wpisów w bazach oficjalnych: Carfax, AutoCheck, oryginalnych systemach Copart i IAAI, rejestrach DMV, NMVTIS ani w bazach ubezpieczycieli. Nikt tego legalnie nie robi. Dotyczy to również plików zdjęć na serwerze obrazów domu aukcyjnego, z którego FreeVin je pobiera — usuwamy stronę, która je publikuje, nie oryginał w systemie aukcyjnym.
Nie usuwamy też danych, których ten serwis nie ma: ceny końcowej, tożsamości kupującego ani nazwy sprzedającego tam nie znajdziesz, więc nie ma czego usuwać. Jeżeli ten sam lot opisuje kilka serwisów naraz, warto porównać zakres — BidFax publikuje znacznie obszerniejszą galerię tego samego zdarzenia.
I rzecz najistotniejsza: usunięcie publikacji z internetu nie zwalnia sprzedającego z obowiązku poinformowania kupującego o znanych mu wadach i uszkodzeniach pojazdu. Chodzi o Twoje dane osobowe i poufność ceny zakupu, nie o zatajenie stanu technicznego auta.
Zakres i granice usługi
Składamy wnioski o aktualizację lub usunięcie publikacji wyłącznie w serwisach internetowych publikujących publicznie dostępne ogłoszenia i archiwa aukcji pojazdów. Nie zwracamy się do oficjalnych rejestrów i nie mamy do nich dostępu — nie usuwamy ani nie modyfikujemy danych w Carfax, AutoCheck, Copart (oryginał), IAAI (oryginał), bazach DMV, NMVTIS ani w bazach ubezpieczeniowych. Nie modyfikujemy, nie zmieniamy i nie fałszujemy historii pojazdu w żadnej bazie danych.
Znaki towarowe. Nazwy serwisów i znaki towarowe należą do ich właścicieli i są używane wyłącznie w celu opisania zakresu naszej usługi. UkryjVIN.pl nie jest powiązany z tymi serwisami, nie jest przez nie autoryzowany ani nie reprezentuje ich operatorów.
Obowiązki sprzedającego. Usunięcie publikacji internetowej nie zmienia stanu technicznego pojazdu i nie zwalnia sprzedającego z obowiązku poinformowania kupującego o znanych wadach pojazdu.
Informacje o serwisach zewnętrznych. Opis funkcji i zakresu danych serwisu FreeVin odzwierciedla stan na dzień 27 lipca 2026 i może się zmienić bez naszej wiedzy. Terminy realizacji oraz warunki gwarancji zwrotu określa Regulamin (§ 8 i § 9).